środa, 7 lipca 2010

Materialny wymiar zdrady, czyli ile płacono agentom Gestapo?

System wynagrodzeń agentów stosowany przez Gestapo był niejednorodny. Nie istniały jednakowe uposażenia. Te podziały wynikały z wytycznych szefa Tajnej Policji Państwowej Heinricha Müllera, zawartych w rozporządzeniu o nazwie Leistungsprinzip. W myśl zawartych tam założeń, wysokość uposażenia zależała od wartości składanych przez agenta meldunków. Ci najbardziej cenieni, w nomenklaturze niemieckiej nazywani
V-Personen, otrzymywali regularne miesięczne uposażenie. Jego wysokość również nie była dla wszystkich jednakowa. Słaby agent mógł otrzymywać miesięcznie kilkadziesiąt marek (dla porównania - robotnik zatrudniony w fabryce otrzymywał pensję rzędu 200-500 marek). Z kolei agent mający dobre kontakty, pozwalające na pozyskiwanie wartościowych informacji, mógł otrzymywać do 500 marek miesięcznie.

Prowadzeniem siatki agenturalnej oraz wypełnianiem wynikających z tego czynności, w tym wypłacaniem wynagrodzeń, zajmował się Referat IV Gestapo - Nachrichtendienst. W niemieckim umiłowaniu porządku istniały specjalne procedury związane z wynagrodzeniem agentów. Prowadzący informatora funkcjonariusz na specjalnym arkuszu przedstawiał wszystkie wydatki związane z kontaktem operacyjnym. Następnie takie pismo było przedstawiane kierownikowi referatu do zaakceptowania i zarządzenia wypłaty. Dopiero na podstawie tych formularzy wynagradzano agentów.

Warto pamiętać, że nie pieniądze były głównym środkiem zapłaty za uzyskane informacje. W Generalnym Gubernatorstwie najczęściej był stosowany system wynagradzania w naturze. Zrabowane i skonfiskowane pożydowskie sklepy, mieszkania, jak również towary w postaci trudno dostępnych materiałów (mąka, papierosy, wódka, cukier, mięso) były najbardziej powszechną formą zapłaty za pozyskane od agentów informacje.

W dostępnym materiale archiwalnym zachowały się dwa pokwitowania „Garibaldiego”. Oba dotyczą wynagrodzenia w formie materialnej. Gestapo w dniu 20 stycznia 1944 r. wynagrodziło Wojnowskiego towarami w postaci: 3 litrów wódki, 3 kg kiełbasy, 4 kg cukru, 400 papierosów. Kolejne pokwitowanie obejmowało również artykuły w postaci: 1 kg masła, 2 kg kiełbasy, 3 kg cukru, 2 litrów wódki, 500 papierosów.

Nie ulega wątpliwości, że Wojnowski był wynagradzany przez Gestapo również finansowo. Nie można jednak określić, jaka to mogła być łączna suma. Otto Büssing, jeden z pracowników zamiejscowej placówki Gestapo w Kielcach podczas jednego z przesłuchań zeznał, że otrzymywane przez Wojnowskiego sumy były wysokie – kilka tysięcy marek. Nie znamy jednak dokładniejszych informacji.

Kolejny zawodowy agent Tajnej Policji Państwowej związany ze Zgrupowaniami Partyzanckimi AK „Ponury”, Józef Kessler, w swoich powojennych zeznaniach powiedział, że na początku swojej agenturalnej współpracy z Niemcami otrzymywał miesięcznie 500 marek, oprócz wynagrodzenia w formie artykułów żywnościowych. Wkrótce, zapewne dzięki informacjom przez niego dostarczanym, zwiększono mu uposażenie do 1000 marek miesięcznie.

Ta niejednorodność pensji agentów mogła być czynnikiem motywującym osoby przynoszące informacje. Pragnienie wysokich uposażeń niewątpliwie mogło skłaniać agenta do skrupulatnego inwigilowania środowiska, w jakim przebywał. Im ważniejszych wiadomości dostarczył, tym większa była „wdzięczność” funkcjonariuszy Gestapo. Pamiętajmy, że oprócz wyrafinowanych technik fizycznego łamania oporu ludzi, większość pracujących w Gestapo znała tajniki psycho-socjotechnicznych manipulacji, które również w procesie pozyskiwania informatorów, a co za tym idzie i informacji, odegrały znaczącą rolę.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza