piątek, 31 marca 2017

Zmarł Stanisław Janiszewski "Dewajtis"

"Ponury"" i "Nurt" znów w Niebie zbiórkę zwołali. Coraz mniej wśród nas żołnierzy z Wykusu zostało. Na Wieczną Wartę odmeldował się kpt. Stanisław Janiszewski "Dewajtis", żołnierz II Zgrupowania Zgrupowań Partyzanckich AK "Ponury" i II batalionu 3 Pułku Piechoty Legionów AK. Zmarł dzisiaj wieczorem - 31 marca 2017 r.
 
Pogrzeb odbędzie się w Końskich. O terminie powiadomimy niezwłocznie, jak tylko będzie znana data.

W rozwinięciu posta znajdą Państwo obszerny biogram śp. "Dewajtisa".

Kpt. Stanisław Jan Janiszewski „Dąb”, „Dewajtis” urodził się 13 października 1921 r. w Koziej Woli w rodzinie Edmunda Stanisława Janiszewskiego i Janiny Marianny z d. Jasztal. Do 1932 r. mieszkał w Dyszowie, gdzie jego ojciec dzierżawił mały młyn wodny. W 1932 r. rodzina Janiszewskich przeprowadziła się do Koziej Woli. Tu ojciec wybudował dom i nowy młyn. Również brat ojca posiadał młyn wodny we wsi Piasek niedaleko Koziej Woli. Stanisław Jan naukę w szkole powszechnej rozpoczął we wsi Kornica. Po przeprowadzce naukę kontynuował w szkołach w Koziej Woli i Stąporkowie. W 1935 r. zdał egzaminy do Państwowego Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki w Końskich. Przed wrześniem 1939 r. ukończył tylko trzy klasy gimnazjum.

W konspiracji
Na początku 1940 r. wstąpił do Związku Walki Zbrojnej. Przysięgę od niego odebrał ppor. Edward Kowalczyk „Zawisza”. Janiszewski działał na placówce Kozia Wola pod dowództwem „Zawiszy”. Pełnił funkcję łącznika pomiędzy placówkami Podobwodu ZWZ Końskie-Wschód (komendant ppor. Lucjan Janicki „Nasz”) a Komendą Obwodu ZWZ Końskie. Organizacja powołała mnie na łącznika Komendy Obwodu Końskie. Odbierałem rozkazy, prasę podziemną od braci Tworzyańskich z Koczwary, od Malanowiczów z Końskich, dostarczając do leśniczówki w Wielkiej Wsi do [Franciszka?] Rurarza „Franusia”.
 
Oficjalnie do ZWZ wstąpił w lutym 1941 r. Używał pseudonimu „Dąb”, pełniąc nadal funkcję łącznika Podobwodu ZWZ Końskie-Wschód. Podczas spotkań z innymi członkami konspiracji poznał we wsi Koprusa (obecnie dzielnica Stąporkowa) m.in. por. Jerzego Oskara Stefanowskiego „Habdanka”, późniejszego oficera Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”.
 
W okresie od 1 maja 1941 r. do 1942 r. Stanisław Janiszewski posiadał przydział do koneckiego oddziału dywersyjnego pod dowództwem kpr. pchor. lotn. Zygmunta Wyrwicza „Cumulusa”, a następnie kpr. Kazimierza Chojniarza „Walcza”, „Wacka”. Brał udział w kilkunastu akcjach dywersyjnych i sabotażowych na terenie Końskich, m.in. uczestniczył w przejęciu pieniędzy z kasy placówki Spółdzielni Rolniczo-Handlowej przy ul. Tarnowskich (obecnie ul. Partyzantów), które umożliwiły wyjazd do Warszawy i na Wileńszczyznę partyzantom poszukiwanym w związku z akcjami Niemców na Budowie i Koczwarze na początku listopada 1942 r., jak również uwolnionym więźniom przechowywanym czasowo u Edwarda Kowalczyka na melinie w Koziej Woli. Brał również udział w przejęciu pieniędzy z kasy „Społem” przy ul. Dolnej, które przekazane zostały dla oddziału [Tadeusza Jencza] „Allana”. W Wigilię Bożego Narodzenia 1942 r. dokonał wraz z [Lucjanem Borowieckim] „Młotem” i „Zamętem” (Bzikot) skoku na sklep niemiecki przy ul. Małachowskiego (obecnie ul. 1 maja). Przejęto wówczas około 4 ton najbardziej wyszukanych wiktuałów, które zarówno jak uzyskane pieniądze, zostały przekazane na cele organizacji oraz na pomoc dla ukrywających się, wysiedlonych oraz rodzin wywiezionych do obozów.
 
Już w okresie służby w koneckiej dywersji „Dewajtis” wyznaczany był do wykonywania wyroków śmierci. Jedną z akcji „główek” była likwidacja kasjerki na dworcu kolejowym w Końskich, która była agentką koneckiego Gestapo. Razem z Janiszewskim wzięli w niej udział Franciszek Solata „Huragan” i Wilk „Czarny” – obaj z placówki AK w Smarkowie. Broń i wyrok dostarczył im Lucjan Kotulski „Paweł”. Akcję wykonali w chwili, gdy w budynku dworca znajdowało się 4 uzbrojonych Banschutzów (strażników kolejowych), a na bocznicy kolejowej stały 3 pociągi z niemieckim wojskiem, zaś w odległości ok. 500 metrów od stacji znajdowała się siedziba Gestapo.
 
Na temat powyższej likwidacji w 1957 r. informacji udzielił tajny współpracownik SB ps. „Ostroga”: córki Bakowskiego [Bąkowskiego?] Feliksa były agentkami Gestapo i dlatego na nie były wyroki śmierci ze strony organizacji [AK]. Córka Bakowskiego została zabita na stacji kolejowej w Końskich. W wykonaniu wyroku brał udział między innymi „Dewajtys”, a wraz z nim dwóch innych osobników, których nazwisk już nie pamięta.
  
Należy wspomnieć, że ze względu na swoje obowiązki w dywersji podobwodu, „Dąb”–„Dewajtis” prawdopodobnie już zimą 1942/1943 r. zetknął się z ppor. Waldemarem Szwiecem ps. „Jakub”, „Robot” – Cichociemnym spadochroniarzem AK. Skoczek został wyznaczony przez Komendę Okręgu Radomsko-Kieleckiego AK na stanowisko inspektora „Kedywu” (Kierownictwa Dywersji) na Obwód AK Końskie. Janiszewski angażował się w działania „Robota” na Ziemi Koneckiej, stanowiąc jednocześnie jego osobistą ochronę w trakcie odbywania podróży służbowych po obwodzie. Razem z ppor. Szwiecem uczestniczył w szkoleniu dywersyjnym kolejarzy, odpowiedzialnych za podkładanie ładunków z opóźnionym zapalnikiem w wagonach towarowych wiozących niemieckie zaopatrzenie na front wschodni. Uczestniczył także w pierwszej akcji dywersyjnej „Robota” na Konecczyźnie, tj. w zdobyciu i spaleniu pociągu towarowego na stacji Wąsosz Konecki nocą 12/13 lutego 1943 r.

Kampania 1943 roku
Od stycznia do 4 lipca 1943 r. uczestniczył w Końskich w kursie pomocy medycznej w ramach niemieckiej obrony przeciwlotniczej pod kierownictwem lek. Stanisława Zamłyńskiego. Faktycznie był to zakonspirowany Zastępczy Kurs Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty zorganizowany przez Komendę Obwodu AK Końskie. Szkolenie prowadzili m.in. kpt. Bolesław Czerwiński „Wir” z Końskich i ppor. Henryk Dajer „Kowalski” z Odrowąża. Po szkoleniu otrzymał awans do stopnia kaprala.

Po ukończonej podchorążówce i awansie na kaprala, „Dewajtis” został wyznaczony na dowódcę grupy dywersyjnej Podobwodu AK Końskie-Wschód. Odpowiadał za zorganizowanie i funkcjonowanie drużyny dywersyjnej złożonej z dwóch pięcioosobowych sekcji. Niestety nie udało się ustalić składu osobowego tej grupy. Być może Janiszewski nie zdążył powołać grupy do działania.

Po „wsypie” koneckiej konspiracji w dniu 12 lipca 1943 r., zorganizowany został leśny Oddział Dywersji Bojowej Obwodu AK Końskie pod komendą kpr. Tadeusza Jencza „Allana”. 16 lipca do stacjonującej w podkoneckich lasach grupy dołączył także zdekonspirowany „Dewajtis”. Przez następny miesiąc ODB zajmował się realizowaniem szerokiej akcji sabotażowej i dywersyjnej na terenie obwodu, tj. akcja na koneckie więzienie (25 lipca 1943 r.), akcja na mleczarnię w Końskich (5 sierpnia), zniszczenie linii telekomunikacyjnych wokół Końskich (10 sierpnia), zniszczenie sprzętu omłotowego i żniwnego (15 sierpnia). Koneccy partyzanci niszczyli sprzęt omłotowy, rozbijali wyposażenie mleczarni, niszczyli akta kontyngentowe i dewastowali linie elektryczne i telefoniczne na terenie powiatu. Działalność ODB bardzo szczegółowo opisał Cezary Chlebowski w książce Cztery z tysiąca.

Oddział Dywersji Bojowej nocą 19/20 sierpnia 1943 r. wsparł II Zgrupowanie Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury” dowodzone przez ppor. cc. Waldemara Szwieca „Robota”. Wspólnie zorganizowali zasadzkę na pociąg towarowy na stacji Wąsosz Konecki. Podczas narady przed akcją zapadła decyzja o podporządkowaniu się grupy koneckiej pod silne zgrupowanie. Kilka dni później ODB wszedł w skład II Zgrupowania tworząc 3 pluton „konecki”. Kpr. „Dewajtis” również znalazł się w 3 plutonie, choć (jak sam często powtarzał) był luźno związany z oddziałem leśnym. Wykonywał różnego rodzaju zadania, często dowódca wysyłał go w teren. Być może odpowiadał za łączność z okolicznymi placówkami, w tym z placówką AK w Smarkowie Franciszka Salaty „Huragana”, z którym utrzymywał prywatne kontakty.

Z oddziałem „Robota” przeszedł szlak bojowy aż do śmierci dowódcy. Uczestniczył w akcji na Końskie (31 sierpnia / 1 września 1943 r.), dowodząc patrolem (dodatkowo kpr. Tadeusz Chmielowski „Bartek” i strz. NN „Leon” z Chorzowa) likwidującym konfidentów. Pod osłoną toczącej się w całym mieście akcji, wykonali pięć wyroków śmierci wydanych przez Wojskowy Sąd Specjalny na Polakach kolaborujących z Niemcami.

Ponadto brał udział w akcji na niemiecki pociąg urlopowy w Wólce Plebańskiej (4 września 1943 r.), w boju pod Smarkowem przeciwko żandarmerii niemieckiej (13 września), w II koncentracji na Wykusie (15 września) i II obławie (16–18 września). Po powrocie oddziału w lasy niekłańskie, został urlopowany. Do zgrupowania powrócić miał 14 października 1943 r.

Rozpracowywany przez Gestapo
Nim opiszę wydarzenia z 14 października 1943 r., należy zwrócić uwagę na odnalezione przeze mnie po niemal 70 latach dokumenty, które rzucają nowe światło na wojenny życiorys Janiszewskiego. Dzięki przewrotności losów możemy dziś skorzystać z zapobiegliwości aparatu bezpieczeństwa państwa komunistycznego. W pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej Urząd Bezpieczeństwa Publicznego walczył z żołnierzami AK na różne sposoby. By zdobyć przeciwko nim dowody, posługiwano się wyszukanymi metodami. Między innymi poddawano inwigilacji całe społeczności miejskie, by „wyłuskać” osoby zaangażowane w czasie wojny w działalność konspiracyjną.
 
W toku tajnego śledztwa UB przejął fragment „bibuły” konspiracyjnej, która stanowiła część archiwum Kedywu Obwodu AK Końskie. Wszystkie odnalezione materiały dotyczą współpracy ludności polskiej z Gestapo. Z zachowanych zaledwie 30 małych karteczek możemy dowiedzieć się, że także Stanisław Janiszewski był „figurantem” donosów i rozpracowywany był przez koneckie Gestapo co najmniej od jesieni 1942 roku.

Konfidentem, który interesował się „Dewajtisem” był Sekretarz Gminy Duraczów – Stanisław M. (lat około 34). W akcie oskarżenia przeciwko M., sporządzonym 18 sierpnia 1943 r. i podpisanym przez niezidentyfikowanego oficera posługującego się kryptonimem „Ark.” można przeczytać: Po aresztowaniu Tworzyańskich przez dłuższy okres czasu poszukiwał ich współpracowników na terenie wsi Kozia Wólka. Następnie sam prowadził wywiad przeciwko naszemu Dewajtisowi. Sprawdzał współpracę Dewajtisa z Tworzyańskim, o czym mówił ojcu Dewajtisa. Poczem oskarżony wyraził się do matki Dewajtisa: Pani syn jest w partyzantce i on to urządził tą rzeź w mieście. Gdzie on jest – szukają go i potrzebują w Gestapo. Szukał Dewajtisa po obcych mieszkaniach i urządził w nocy zasadzkę na tegoż, przy której wpadł k[omenda]nt plac[ówki] „Lekarz”. Spowodował oskarżony aresztowanie i śmierć niej[akiego] „Karbownika”, prac[ownika] gminy Duraczów, który pomagał przy wyrabianiu lewych Kennkart. Oskarżony zorganizował we własnym zakresie wywiad osób ukrywających się i o każdym pojawieniu się danego osobnika powiadamia telefonicznie G[estap]o. Oskarżony przeprowadzał łapanki na roboty do Niemiec i tylko w jednym sezonie wysłał 140 osób na roboty ponad kontyngent. Zagraża on nie tylko naszym grupom Dewu i Huraganowi, ale omal całej ludności polskiej. Dowód: Dewajtis i jego rodzice, Huragan i Oskar. 
  
W rękach Gestapo
Powracając jednak do chronologii wydarzeń należy napisać, że Stanisław Janiszewski nocą 13/14 października 1943 r. dotarł do wsi Piasek. Tu, w młynie wuja Janiszewskiego miał odebrać oczekującego na kontakt plut. Zygmunta Woźniakowskiego „Koguta” (w 1940 r. żołnierza mjr. „Hubala”). Woźniakowski prawdopodobnie miał dołączyć do oddziału „Robota”. Janiszewski otrzymał polecenie przyprowadzenia go na melinę w Wielkiej Wsi, gdzie kwaterował w tym czasie chory na grypę Szwiec.

Nad ranem 14 października w zabudowaniach młyna zastała ich idąca w kierunku Wielkiej Wsi obława antypartyzancka skierowana przeciwko II Zgrupowaniu. W ten sposób „Dewajtis” wpadł w ręce Niemców. „Kogutowi” udało się wydostać z zabudowań gospodarczych i uciec do znajdującego się tuż za nimi lasu.

Powalony i rozbrojony z pistoletu, związany sznurami, z powrozem na szyi został powiedziony w stronę wsi Paruchy. Po drodze mijał okopanych Niemców. Potem kazano mu się położyć w wykopanym dole informując, że będzie rozstrzelany. Usiłował się uwolnić z więzów. Niemcy zauważyli to, ponownie zrewidowali, przy okazji dotkliwie pobili.

Po doprowadzeniu do Paruch kazano mu położyć się twarzą do ziemi w stodole, w której było już 5 osób, m.in. znajomy z Wólki Zychowej – [Jan] Zuchniak ps. „Dziadek”. Wkrótce doprowadzono małżeństwo Janiszewskich z Piasku – ciotkę i stryja „Dewajtisa”. Ustawiono wszystkich do egzekucji przed stodołą. Wtedy cywilny Niemiec (jak się okazało gestapowiec) zabrał do swej dyspozycji „Dewajtisa” i „Dziadka”. Przewiezieni zostali do Końskich i osadzeni w więzieniu przy ul. Jatkowej (obecnie ul. Spółdzielcza). Rozpoczęło się przesłuchanie w Gestapo, w trakcie którego „Dewajtis” był bity – odwożono go następnie do więzienia. Trwało to kilka dni. Przesłuchiwał go „znajomy” z Paruch, cywil – zastępca szefa Gestapo Mathus. Pokazywano mu zdjęcia młodych ludzi, chełpiąc się, że znają wielu akowców, którzy wkrótce zostaną uwięzieni. Powiedziano mu wówczas o egzekucji wcześniej aresztowanych ludzi z Kornicy. Żądano informacji o organizacji, uzbrojeniu oraz podania 10 nazwisk – jej członków.
 
„Dewajtis” milczał lub dawał wykrętne odpowiedzi. Trwało to dwa tygodnie. Był pobity tak dotkliwie, że nie mógł leżeć na plecach i na boku. Kolejne przesłuchania przeprowadził sam szef gestapo Weiss. Wysypał z teczki dokumenty zdobyte w czasie wsypy koneckiej organizacji – między innymi były tam dokumenty dotyczące likwidacji konfidentów z podpisem „Dewajtis”. Przesłuchujący zapytał, co znaczy „Dewajtis”, a gdy ten powiedział, że jest to tytuł książki, zarzucił mu kłamstwo twierdząc, że jest to pseudonim przesłuchiwanego. Zażądał informacji o egzekucjach na swoich ludziach i danych o ich wykonawcach. Obiecywał mu szczególnie okrutną śmierć. Bito go i cucono wodą, co trwało kilka godzin.

Około południa umieszczono go w małym pomieszczeniu i przykuto za rękę do kaloryfera, dając godzinę do namysłu. Był w koszuli i boso. Wkrótce stwierdził, że kajdanki źle trzymają – przy szarpnięciu ząbki puściły. Będący na korytarzu strażnik obserwował go przez „judasza”. Gdy się oddalił, „Dewajtis” ostatkiem sił wycisnął grubszą szybę w oknie wychodzącym na podwórze i wydostał się na zewnątrz. Był 28 października 1943 r.

Teraz wszystko poszło szybko. Znalazł jeszcze siły, by przesadzić płot i skoczyć na podwórze starej szkoły nr 3 [stała w miejscu pustego dziś placu vis á vis ul. Sportowej na terenie KZO nr 3 – przyp. MJ], następnie przez ogród Czerwińskich dotarł do ulicy Lipowej. Widział jakichś ludzi, ale unikał kontaktu z nimi. Poszedł pod most kolejowy i przeszedłszy łąkami między Rogowem a Dyszowem udał się w stronę lasu. Ostatkiem sił dotarł do Koziej Woli, gdzie znalazł schronienie. Tam zażądał kontaktu z Lucjanem Janickim ps. „Nasz” z placówki Stąporków i przekazał mu wszystko, czym chełpili się gestapowcy – szczególnie plany aresztowań. Wyczerpany stracił przytomność.

Po latach tak wspominał przesłuchania w koneckim Gestapo: To nie było do wytrzymania. Młody człowiek skazany na śmierć, jak on strasznie był bity. To jest coś strasznego. Dokąd człowiek nie zemdleje, to czuje, czuje. A potem nic nie wie. Obudziłem się, to mi jakiś płyn do ust wlewali. Rozpoczęli w ten sposób, że mnie przykuli do fotela. Szafę otworzyli, a tam takie bykowce różnych rozmiarów. Zdjęli marynarki i za te bykowce. I zaczęli mnie bić, bić, bić, bić, bić. Świadek, opiekowała się mną w Koziej Woli. Po ucieczce straciłem przytomność na dwa tygodnie. Dopiero potem zgłosiłem do komendy pierwsze meldunki po ucieczce. Bo mówili mi wszystko, jak przed śmiercią., kogo będą aresztować. Ja złożyłem pierwsze meldunki, gdzie leżą ludzie z Kornicy leżą, bo szukali ich wszyscy. I straciłem potem przytomność. Podświadomie tylko pamiętam, jak ktoś się pytał lekarza [prawdopodobnie Stanisława Zasackiego „Sobotę” – przyp. MJ], czy będę żył. A on powiedział nie wiadomo....

Na temat ucieczki „Dewajtisa” z koneckiego Gestapo w środowisku kombatantów przez lata narastały wątpliwości i spekulacje. Nie chciano wierzyć w jego wersję zeznań, jakoby samodzielnie wyswobodził się z aresztu. Część weteranów odniosła się do jego relacji z dużą nieufnością, uważając, że mógł zostać wypuszczony na wolność w zamian za podjęcie współpracy z Niemcami. Fakt ten zaważył na jego życiu na wiele lat.
 
Możliwe, że ucieczka „Dewajtisa” z siedziby koneckiego Gestapo była mało wiarygodna dla innych żołnierzy AK, a po wojnie w wyniku przesłuchań wielu z nich padł cień wątpliwości odnośnie Janiszewskiego. Być może rzucone po wojnie oskarżenie o współpracę z Gestapo było przyczyną ucieczki Janiszewskiego z Końskich na szereg długich lat. Tylko na ziemiach zachodnich mógł wtopić się w tłum anonimowych, takich jak on, uciekinierów z akowską przeszłością.

W tym przypadku materiały ewidencyjne są jedynym (poza plotkami) śladem rzucającym światło na domniemaną współpracę „Dewajtisa” z Ge. Nikt i nigdy nie udowodnił Stanisławowi Janiszewskiemu zdrady, zaś on sam o swoich „umiejętnościach” uciekania z więzienia dał dowód kilka lat później, uciekając z aresztów także w okresie Polski Ludowej.

Powracając do chronologii opisu życia Stanisława Janiszewskiego, należy przypomnieć, że następne tygodnie przeznaczył na leczenie. Przebywał na melinach w Koziej Woli, a następnie w Kazanowie. Tu poznał swoją przyszłą żonę Janinę Aldonę Dorosławską ps. „Czapla”, „Danka”, łączniczkę AK (ur. 18 stycznia 1923 r., zm. 3 września 1987 r.).

Wiosną 1944 r. powrócił do działań partyzanckich w odtwarzanych po zimowym okresie formacjach. Wszedł w skład oddziału partyzanckiego por. Antoniego Hedy „Szarego”. Oddział w trakcie przygotowań do Akcji „Burza” przemianowany został na II batalion 3 pułku piechoty Legionów AK. „Dewajtis” znalazł się w drużynie plut. pchor. Tadeusza Chmielowskiego „Waltera” w 1 plutonie 4 kompanii II batalionu. Razem ze swoim dowódcą drużyny rok wcześniej był w Oddziale Dywersji Bojowej Obwodu AK Końskie, a potem w 3 plutonie „koneckim” II Zgrupowania Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”.

„Dewajtis” bierze udział w akcji na majątek w Fidorze, gdzie zajęto bydło na wyżywienie oddziału. W czasie rozbijania więzienia koneckiego nocą z 5 na 6 czerwca 1944 r. ze swoją grupą dywersyjną utrzymuje w szachu około 400-osobowy oddział kałmuków ciągnących ulicą Małachowskich (obecnie ul. 1 maja) w kierunku więzienia. Bierze udział w zasadzce oddziału „Szarego” na żandarmów za Piłą oraz w obławie na ten oddział pod Smarkowem. Tu pomaga w wyprowadzeniu z okrążenia prawie całego zgrupowania.
 
W Akcji „Burza” zgłasza się na koncentrację w lasach niekłańskich. Bierze udział w starciu z niemiecką obławą k[oło] Długiej Brzeziny, a następnie pod Stokami koło Drutarni oraz w zasadzce przy szosie za Piłą. Po odwołaniu marszu na Warszawę przejmuje placówki dywersyjne od Władysława Skorupskiego ps. „Poleszuk” i Lucjana Janickiego ps. „Nasz” i prowadzi działalność dywersyjno-sabotażową na wschód od Końskich.
 
Stanisław Janiszewski twierdzi, że brał udział wspólnie z oddziałem AL (patrol minerski 1 Brygady AL im. Ziemi Kieleckiej) w wysadzeniu wojskowego transportu kolejowego pomiędzy stacjami Czarniecka Góra a Niekłań (dziś Stąporków) 19 sierpnia 1944 r. W wyniku akcji zniszczeniu uległo około 30 wagonów, zginęło 20 Niemców, 14 odniosło rany. Przerwa w ruchu kolejowym trwała ponad 24 godziny. Twierdził, że w tym celu użył materiałów wybuchowych uzyskanych w zamian za żywność od skoczków radzieckich działających w okolicach Stąporkowa. Pociąg został zniszczony, a ruch na trasie Skarżysko-Kamienna – Koluszki na pewien czas wstrzymany.

Korzystając z urlopu, 13 lipca 1944 r. Stanisław wziął ślub z Janiną Dorosławską. Małżeństwo doczekało się czworga dzieci: Grażyna, Dorosław, Aldona i Aleksandra.

Z urlopu do II batalionu 3 pp Leg. AK powrócił 22 lipca 1944 r. W tym czasie batalion już w ramach realizacji Akcji „Burza” operował na Ziemi Koneckiej. Prawdopodobnie w oddziale przeszedł zastępczy kurs szkoły podchorążych piechoty, który upoważniał go do posługiwania się tytułem podchorążego. W stopniu kaprala podchorążego dowodził drużyną. W sierpniu 1944 r. oddział wziął udział w koncentracji Korpusu AK „Jodła”, który miał wyruszyć na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. Po zmianie rozkazów, batalion „Szarego” brał udział we wszystkich kolejnych akcjach i potyczkach na terenie dzisiejszych powiatów koneckiego, skarżyskiego i szydłowieckiego. „Dewajtis” w oddziale był aż do jego rozformowania w listopadzie 1944 r., pozostając w dyspozycji do rozwiązania Armii Krajowej 19 stycznia 1945 r. Wojnę zakończył w stopniu kaprala podchorążego.

Powojenne perypetie
Po zakończeniu działań wojennych, ujawnił się 10 kwietnia 1945 r. na Posterunku MO w Stąporkowie, gdzie zdał pistolet P-38. W latach 1945–1946 pracował jako nauczyciel w Smarkowie oddalonym od jego rodzinnej wsi o około 5 kilometrów. Jak sam relacjonował, w latach 1947–1948 podjął się leczenia i rekonwalescencji po torturach w koneckim Gestapo. W tym okresie przebywać miał w Katowicach, Warszawie i Szczecinie.
 
W tym momencie w biografii Stanisława Janiszewskiego pojawiają się komplikacje. Różne źródła podają niepasujące do siebie lub wręcz diametralnie odmienne wersje losów Janiszewskiego na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Przez kilkanaście lat mieszkał na Ziemiach Zachodnich, ukrywając się przed organami bezpieczeństwa państwa. W 1948 r. osiedlił się w Kościerzynie (60 km na południowy-zachód od Gdańska), gdzie podejmował się różnych zawodów. W latach 1948–1950 pracował jako starszy referent finansowy w Zakładach Mięsnych. Co pewien czas wracał do pozostałej w domu w Koziej Woli rodziny, żony i dwójki dzieci.
 
Po 3 latach pracy w Zakładach Mięsnych w Kościerzynie, 3 maja 1950 r. w Wojskowej Komisji Rejonowej w Sulęcinie poddał się rejestracji i wyrobił aktualną książeczkę wojskową. W dokumentach znalazło się kilka ważnych w jego życiorysie danych: zawód – nauczyciel; znajomość języków – niemiecki; stopień – szeregowy (WKR nie uznała mu stopnia kaprala podchorążego z AK lub zataił go przed komisją); numer specjalności wojskowej – 121; funkcja – pisarz.

Na temat osiedlenia się w Sulęcinie nie ma żadnych informacji. Pół roku później 16 lutego 1951 r. podczas poboru w Wojskowej Komendzie Rejonowej w Starogardzie otrzymał adnotację, że jest zdolny do służby liniowej. Pobyt w Sulęcinie i Starogardzie były prawdopodobnie tylko epizodami. Pod koniec 1950 r. powrócił do Kościerzyny. W latach 1951–1952 pracował w Kościerzynie na stanowisku kierownika w Spółdzielni Spożywców „Społem” (hotel i gospoda). W 1952 r. po raz kolejny zmienił pracę. Zatrudnił się jako technik normowania w Żwirowni „Lubiana”. Co najmniej od 2 czerwca 1952 r. do roku 1953 pracował zaś jako kierownik kościerzyńskiej placówki Spółdzielni Pracy Transport Lotniczy, Lądowy i Morski „Ekspedytor” Przeładunek – Transport – Konwój w Gdyni.
 
W 1954 r. sprowadził się na krótko do Końskich, gdzie znalazł zatrudnienie jako referent spedycji w oddziale PKS. Jednak jeszcze w 1954 r. wyjechał z Końskich i aż do 1957 r. pracował jako rybak i robotnik leśny w Leśnictwie Polana, wchodzącym w skład Państwowego Nadleśnictwa Zapałów z siedzibą w Polanie (poczta Ruszów) w okolicach Zgorzelca.
 
Odwilż polityczna października 1956 r. nie zmieniła trybu życia Janiszewskiego. W tym czasie wielu żołnierzy AK wracało w rodzinne strony, próbując jako osoby zrehabilitowane rozpocząć swoje życie na nowo. Zastanawiające jest, dlaczego „Dewajtis” po raz kolejny wybrał nowe miejsce do życia z dala od Kielecczyzny. Być może w Końskich odżyły oskarżenia o współpracę z Gestapo, które powstały po jego ucieczce w 1943 r. Możliwe też, że osoby, które napadł miały wpływ na koneckie środowisko i próżno by było szukać pracy w rodzinnych stronach.
 
Bez względu jednak na okoliczności, w 1958 r. po raz kolejny zmienił miejsce zamieszkania. Przeprowadził się do Słubic, gdzie zamieszkał przy ul. Dzierżyńskiego 25 m. 2. Objął stanowisko kierownika magazynu w Słubickich Zakładach Przemysłu Odzieżowego „Komes”.
 
Od 4 lipca 1964 r. do 1991 r. był członkiem ZBoWiD – oddział w Kielcach.
 
W czerwcu 1971 r. powrócił na stałe do Końskich. W dniu 6 sierpnia 1971 r. zameldował się w Pomykowie, gdzie mieszkali jego rodzice. Od 1971 do 1982 r. pracował na stanowisku kierownika magazynów w Przedsiębiorstwie Produkcji Galanteryjno-Odzieżowej „Progal” Łódź Zakład nr 9 w Końskich. W czerwcu 1982 r. przeszedł na wcześniejszą emeryturę i rentę.

Aktywność społeczno-polityczna
Po fali ogólnopolskich strajków w sierpniu 1980 r. do powstałego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” przystąpił także Stanisław Janiszewski. W dniu 17 września 1981 r. został członkiem (i prawdopodobnie współorganizatorem) Koła Kombatantów NSZZ „Solidarność”, które zrzeszało „uczestników walk o niepodległość, kombatantów, inwalidów wojennych, prześladowanych i więzionych za swą patriotyczną postawę, którzy ofiarną służbą i osobistym poświęceniem torowali drogę do wolnej Polski”. Tu poznał m.in. Andrzeja Kosmę, z którym w kilka lat później przyszło mu związać się bliżej w trakcie podjętych działań.
  
W okresie od 4 lipca 1984 do 2 stycznia 1989 r. był członkiem Koła Miejskiego ZBoWiD w Końskich. Udział w związku kombatanckim podyktowany w wielu przypadkach żołnierzy AK nie był chęcią legitymizacji ustroju, ale możliwością uzyskania uprawnień kombatanckich i inwalidzkich, które z kolei podnosiły wysokość zasiłków emerytalnych i rentowych.

Realizacja Testamentu Polskiego Państwa Podziemnego
Na początku lat osiemdziesiątych XX w. Stanisław Janiszewski zaangażował się w działalność co raz bardziej aktywnego Środowiska Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej „Ponury”–„Nurt”, działającego poza oficjalnymi strukturami ZBoWiD od 1957 r. W Końskich od 1981 r. zaczęła aktywizować się grupa weteranów II Zgrupowania Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury” ppor. „Robota”. Na jej czele stanął Janusz Skalski „Lin”, żołnierz 1 plutonu "warszawskiego", mieszkający na co dzień w stolicy.

Wokół pomysłu „Lin” zgromadził zaufaną i sprawdzoną grupę organizacyjną. W Warszawie, gdzie mieszkał, jego prawą ręką został Zbigniew Rudzisz „Audaniec” (żołnierz 1 plutonu). W Końskich, gdzie wszystko miało się wydarzyć, oparciem stali się miejscowi kombatanci: Stanisław Janiszewski „Dewajtis” (żołnierz 3 plutonu „koneckiego”) oraz Władysław Bańbura „Bańka” (członek miejskiej konspiracji). Ich działalność w następnych latach wspierana była przez szeroką grupę weteranów II Zgrupowania oraz sympatyków oddanych sprawie utrwalania pamięci o Armii Krajowej. Działania Robotowców rozwinęły się dwutorowo. Początkowo podjęto się upamiętnienia wszystkich miejsc na szlaku bojowym oddziału „Robota”. Dodatkowo od 1984 r. Końskie stały się miejscem uroczystości pod nazwą „Konecki Wrzesień”, której organizatorami byli kombatanci. Stanisław Janiszewski zaangażował się w obie inicjatywy.

Od początku lat osiemdziesiątych XX w. „Dewajtis” z pomocą kilku osób postawił kilkanaście pomników i tablic pamiątkowych poświęconych żołnierzom II Zgrupowania „Robota” poległym w walkach w latach II wojny światowej. Razem z nim w pracach budowlanych uczestniczyli m.in. Andrzej Kosma „Kosmaty” (późniejszy honorowy członek środowiska Robotowców), Ryszard Ciesielski i Kałwiński (imię nieznane) z Końskich oraz Zbigniew Janiszewski z Wielkiej Wsi. Dzięki ich wydatnej pracy do dziś można spotkać kilkutonowe głazy z tablicami pamiątkowymi, stalowymi krzyżami i znakami Środowiska „Ponury”–„Nurt”. Znajdują się w następujących miejscowościach: Gajówka Mościska, Koczwara, Końskie – Budowa, Niekłań Wielki, Piasek, Rogów, Smarków, Sołtyków, Wąsosz Konecki i Wólka Plebańska oraz tablica pamiątkowa w kościele p.w. św. Wawrzyńca Męczennika w Niekłaniu Wielkim.
 
Niezależne działania Robotowców związane ze wznoszeniem obelisków na terenie gmin Końskie i Stąporków nie pozostały nie zauważone przez władze. Jak bardzo interesowała się nimi Służba Bezpieczeństwa mogą świadczyć dwie relacje budowniczych.
 
Stanisław Janiszewski o pracach przy pomniku w Smarkowie wspominał tak: kamień sprowadzony został z Norwegii przez Żydów. Miał znaleźć się w miejscu, gdzie zamordowano kilku Żydów w lesie za Smolarnią koło wsi Piła. Władze nie zgodziły się jednak. Tam został postawiony mały kamień, a ten pozostał u kamieniarza w Stąporkowie. Nielegalnie przewieźliśmy go dźwigiem do Smarkowa. Ważył 7 ton. Przy budowie w nocy przez cały czas byliśmy obserwowani przez SB. Byliśmy fotografowani. Przyleciał nawet śmigłowiec milicyjny, z którego ktoś robił nam zdjęcia”.

Z kolei Andrzej Kosma tak opisywał wydarzenia związane z pracami przy obelisku w Smarkowie: „Dewajtis”, jego brat cioteczny Zbigniew Janiszewski i ja robiliśmy poprawki. Montowaliśmy nowy nierdzewny krzyż. Ktoś z okolicznych mieszkańców wezwał odpowiednie władze. Szosą koło pomnika co chwilę przejeżdżali rowerami miejscowi ormowcy, pilnując tego co robimy. Po jakimś czasie nad nami pojawił się milicyjny helikopter, z którego robiono nam zdjęcia. Zbigniew zdjął gacie i pokazał tyłek załodze śmigłowca. Nikt jednak nie przeszkadzał nam bezpośrednio.

Prawdopodobnie po opisywanym powyżej wydarzeniu, latem 1986 r., Andrzej Kosma i Stanisław Janiszewski otrzymali wezwania do obowiązkowego stawienia się w Rejonowym Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Końskich przy ul. Łaziennej (pokój nr 221) w dniu 11 lipca 1986 r. o godz. 13.00 na rozmowę „w sprawie osobistej”. RUSW był siedzibą nie tylko Milicji Obywatelskiej, ale także Służby Bezpieczeństwa, której niezidentyfikowany funkcjonariusz wezwał na rozmowę Janiszewskiego.
 
Po przesłuchaniu, SB RUSW w Końskich dodatkowo zwróciła się do Wydziału „C” SB Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Kielcach o sprawdzenie posiadanych materiałów ewidencyjnych i operacyjnych na Stanisława Janiszewskiego. Jako powód weryfikacji wskazano przygotowania do rozmowy profilaktyczno-ostrzegawczej. Odpowiedź została przekazana do Końskich dopiero w dniu 17 lipca 1986 r. Można przypuszczać, że działalność „Dewajtisa” upamiętniająca wydarzenia z okresu II wojny światowej i żołnierzy Armii Krajowej stała się dla koneckiej SB stanowczo niewygodna. W kieleckiej jednostce nie posiadano jednak żadnych materiałów zgromadzonych przeciwko opracowywanemu.

Podobnie bezradni wobec aktywności Janiszewskiego byli urzędnicy administracji państwowej. O jego działaniach dyskutowano m.in. w Wydziale do Spraw Wyznań Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach: Na terenie stanowiącym własność kościelną, usytuowaną przy drodze publicznej, z której wiodą schody do kościoła, został wykonany z betonu cokół pod tablicę pamiątkową. Z uzyskanych na terenie Urzędu [Miasta i] Gminy [Stąporków] informacji, a także dokonanych oględzin, cokół stanowi bryłę betonu o znaczących rozmiarach ok. 100 cm x 100 cm x 150 cm, na której ma być zamontowana tablica z brązu o wadze ok. 3 ton, a na niej mają być umieszczone nazwiska uczestników walki podziemnej w okresie okupacji hitlerowskiej. Inicjatorem budowy ma rzekomo być ob[ywatel Stanisław] Janiszewski ps. „Dewajtis” z Końskich, który wspierany jest przez kolegów z Warszawy. Rozmowy z proboszczem nie przeprowadziłem ponieważ w dniu 23 września [19]86 r., przebywał na konferencji dekanalnej”. Dalej urzędnik wymienił przepisy prawne mające wpływ na decyzje administracyjne związane z budową pomników, po czym stwierdził, że „w żadnym jednak dokumencie prawnym nie ma obligatoryjnego obowiązku zgłaszania przez fundatora czy organizatora zamiaru budowy obiektu czy miejsca upamiętnienia.
 
Wydział do Spraw Wyznań Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach w tej sytuacji mógł jedynie zobligować Naczelnika Miasta i Gminy Stąporków do przeprowadzenia rozmowy z proboszczem zwracając uwagę na konieczność uzyskania opinii Rady Ochrony Pomników Walk i Męczeństwa odnośnie treści i potrzeby postawienia takiej tablicy oraz poinformować wiceprzewodniczącego ZBoWiD o przedsięwzięciu i potrzebie zapobiegania „drugiemu obiegowi” upamiętniania miejsc martyrologii.
 
Inicjatywa budowy akowskich pomników była w pełni przemyślana. Służba Bezpieczeństwa ani władze administracyjne nie były w stanie przeciwdziałać ich powstawaniu. Pomimo tego, wszystkie pomniki powstały nieoficjalnie. Tak wspomina to Andrzej Kosma: Nie było żadnych pozwoleń. Stawialiśmy władzę przed faktem dokonanym. Nie było oficjalnych pozwoleń, ale też nikt nie przeszkadzał w budowie. Znaleźliśmy sposób. Większość pomników stanęła na prywatnych gruntach. W Smarkowie pomnik postawiliśmy na polu Rzepeckiego. Zgodził się bez problemów. Była nawet potem tabliczka na postumencie, że pomnik zbudowano przy pomocy Rzepeckiego. Na Budowie w Końskich – na gruntach rodziny Białeckich; na Koczwarze – na działce Tworzyańskich; w Piasku – na działce Janiszewskich; w Sołtykowie – na terenie należącym do rodziny Janasów. Nasze obeliski nie stanęłyby, gdyby nie zgoda właścicieli i ich odwaga. Byli to już ludzie starsi i nie bali się ewentualnej kary. Kto by ich zamknął? Także to kolejna grupa osób, które zaangażowały się w budowę pomników.

Oprócz prywatnych gruntów, w jednym przypadku wykorzystaliśmy pomoc Kościoła. Pomnik „Allana” w Rogowie stanął na terenie kaplicy. […] Z kolei kamienie w Wólce Plebańskiej i Wąsoszu Koneckim znajdują się w kolejowym pasie ochronnym. W tych przypadkach potrzebna była zgoda Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych w Lublinie. Nie tylko nie przeszkadzali, ale nawet chcieli pomagać. W tym czasie pracowali tam sympatycy naszych działań. Podobnie powstał pomnik na Mościskach. Teren należał do Dyrekcji Lasów Państwowych w Radomiu. Tam z kolei pracował Roman Żurowski „Gandhi”, żołnierz II Zgrupowania. „Gandhi” trzymał rękę na pulsie”
.

Uroczystości kombatanckie
 Pod koniec 1983 r. w środowisku Robotowców zrodziła się idea oficjalnego upamiętnienia działań II Zgrupowania. Na moment spotkania wyznaczono rocznicę zdobycia Końskich w 1943 r. przez oddział ppor. „Robota”. Stanisław Janiszewski, jako miejscowy, zaangażował się do prac organizacyjnych od samego początku (podobnie jak przy budowie pomników). Odpowiadał za przygotowania logistyczne, budowę sceny, wystrój itp. Był w Końskich przez co działania jego rzucały się w oczy najbardziej ze wszystkich. Uroczystość bowiem „przyjeżdżała” w wyznaczonym terminie. Byli to ludzie ściągani z Warszawy i innych stron kraju. Po udziale w koncercie pieśni patriotycznych, apelu poległych, mszy świętej polowej wszyscy rozjeżdżali się.

Na miejscu pozostawał wyłącznie Stanisław Janiszewski, który był co raz bardziej rozpoznawalny. W latach 1981−1990 podczas uroczystości najczęściej pełnił obowiązki chorążego pocztów sztandarowych (przez co przeważnie stał w widocznym miejscu). Występował także w trakcie liturgii z czytaniami skierowanymi do wiernych.

Opisem jego aktywności może być raport tajnego współpracownika SB ps. „Prasa”, pochodzącego ze Skarżysku-Kamiennej. Choć informator sam ze względów zdrowotnych nie uczestniczył w obchodach Koneckiego Września, w doniesieniu z 3 września 1985 r. przekazał SB informacje zdobyte za pośrednictwem obecnego kolegi kombatanta. Na podstawie rozmowy ustalił, iż w trakcie trwania mszy nie wystąpiły żadne negatywne akcenty. Ogółem uczestniczyło w niej około 1000 osób. Mszę poprzedził występ zespołu muzycznego Charyzmaty z W[arsza]wy, w wykonaniu którego zebrani wysłuchali pieśni o charakterze partyzanckim, patriotycznym i religijnym. We mszy udział wzięło 8 księży, których nazwisk rozmówca t[ajnego] w[spółpracownika] nie pamiętał (a t[ajny] w[spółpracownik] specjalnie nie indagował o te sprawy). Podczas mszy uczestniczyły poczty sztandarowe następujących ugrupowań: 2 pp [Leg.] AK, 3 pp Leg. AK, 4 pp Leg. AK, 5 pp AK, 74 pp AK oraz proporczyk 77 pp AK Okręgu Północnego „Krysiacy”. Poczty sztandarowe wprowadził b[yły] żołnierz AK ps. „Dewajtis” zamieszkały prawdopodobnie w Końskich”.

Zaangażowanie i poświęcenie Stanisława Janiszewskiego w organizację uroczystości z całą pewnością dostrzegła Służba Bezpieczeństwa, ale także zauważył to lider Robotowców Janusz Skalski „Lin”. W kilka dni po zakończonych obchodach skierował do „Dewajtisa” długi list, którego fragmenty bezpośrednio odnosiły się do działań Janiszewskiego. Podsumowując Konecki Wrzesień ’85 Janusz Skalski pisał: Byłeś moim partnerem, drugim ja, „alter ego”, pracowitym, niezawodnym, uczciwym. Dziękuję Ci za to serdecznie. Mam trochę zastrzeżeń, czy wysuwając Cię na pozycję seniora Zgrupowania nie naraziłem Cię wobec władz. Pozycja oficera służbowego Zgrupowania, wystąpienia w Smarkowie, dowodzenie pocztem sztandarowym i Twoje miejsce przy ołtarzu na oczach wszystkich skierowało na Ciebie oczy różnych „panów”. Nie mogłem postąpić inaczej. Zasłużyłeś i zasługujesz w pełni na taką pozycję w Zgrupowaniu, a w życiu doznałeś tylu krzywd i upokorzeń, że konieczne było, by różne pętaki zobaczyły, że ten gnojony latami „niepokorny” był kiedyś i jest ciągle kimś. Myślę, że nie przejmujesz się specjalnie, iż wzięto Cię na oko. W naszej robocie, każdy z nas musi być przygotowany na przykrości i represje, nawet brutalne.

W podobnych okolicznościach „Dewajtis” brał udział we wszystkich spotkaniach podczas Koneckiego Września aż do 1989 r., gdy oficjalnie odrodzony samorząd lokalny przejął organizację uroczystości. Od tego momentu kombatanci AK stali się gośćmi honorowymi.

Opisując udział Stanisława Janiszewskiego w życiu kombatanckim należy wspomnieć, że angażował się również w tzw. „koncentracje” Środowiska „Ponury”−„Nurt” na Wykusie i w Wąchocku, spotkania w Olesznie i Chotowie, a także w działania Środowiska „Szaraków”, któremu przewodził Antoni Heda „Szary”. To konkurencyjne gremium weteranów z całą pewnością mogło powodować wśród pozostałych Robotowców dużą dozę rezerwy w stosunku do lojalności „Dewajtisa” do ich działań. Wynikało to przede wszystkim z charakteru poglądów głoszonych przez „Szarego” i braku ich akceptacji wśród Ponuraków.

Ważne jest także, że u schyłku lat osiemdziesiątych zmniejszył się nacisk na sekowanie środowiska weteranów II wojny światowej. Umożliwiło to zwiększenie współpracy z emigracją na Zachodzie. Dzięki temu, 15 sierpnia 1987 r. Stanisław Janiszewski został przez Juliusza Nowinę Sokolnickiego, Prezydenta RP na uchodźstwie awansowany do stopnia podporucznika rezerwy piechoty. W 2002 r. otrzymał awans do stopnia porucznika, a w następnych latach do stopnia kapitana rezerwy piechoty, przyznawane już przez Prezydentów RP w kraju.

Po 1989 roku
Po upadku komunizmu w Polsce, reaktywowany został NSZZ „Solidarność”. Ponownie Janiszewski wstąpił do związku już 14 lutego 1990 r. Został członkiem Delegatury NSZZ „Solidarność” w Końskich.

Wraz z nastaniem demokracji w Polsce, utworzyły się również nowe struktury kombatanckie, niezależne od dotychczasowego monopolisty ZBoWiD-u. Wśród nich powstała Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Podkomendni „Ponurego” i „Nurta” byli jednymi z członków założycieli. W ramach ŚZŻAK powstało zatem na prawach okręgu ogólnopolskie Środowisko Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”–„Nurt”. Przez Seniora Środowiska kpt. Mariana Świderskiego „Dzika” został przyjęty do ŚZŻAK już 23 stycznia 1991 r., a dopiero 15 czerwca Stanisław Janiszewski złożył deklarację członkowską o przynależności do ŚZŻAK.

Za swoją działalność wojenną i powojenną otrzymał wiele odznaczeń, m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami po raz 1, Krzyż Walecznych po raz 1, 2 i 3, Krzyż Partyzancki, Krzyż Armii Krajowej, Medal Wojska po raz 1, 2, 3 i 4, Srebrny Medal Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej, Odznakę pamiątkową Akcji „Burza”, Odznakę Środowiska Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”–„Nurt”, Honorową Odznakę Żołnierza Armii Krajowej Korpusu „Jodła”, Honorową Odznakę Żołnierza 3 pp Leg. AK, Odznakę Weterana Walk o Niepodległość, Honorową Odznakę Stowarzyszenia Pamięci Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”–„Nurt”. Od 2002 r. był także honorowym członkiem 5 Koneckiej Drużyny Harcerskiej „Feniks” im. ppor. cc. Waldemara Szwieca „Robota”.



Ostatnie lata Jego życia uwiecznione zostały w filmie dokumentalnym pt. "Dewajtis".


Zmarł 31 marca 2017 r. w Końskich

3 komentarze:

  1. Cześć Jego Pamięci ! Bardzo dziękuję za tak piękny, przykładny życiorys. Autorowi wyrazy wdzięczności za opis. Kazimierz Wilk

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałem zaszczyt poznać Pana Janiszewskiego.Wykus,Konecki wrzesień,wieczorne ogniska w ogrodzie pana Bańbury.Niesamowite opowieści,wspaniałych ludzi .Chyba Dewajtis był ostatnim biorących udział w tych uroczystościach.Odeszli Cezary chlebowski stefan Banaczkowski,Zbigniew Lange,Bogumił Kacperski,Bartek Chmielowski,Janusz Skalski,Wójcik .Zawsze będę ich wspominał.Adam Świercz Szydłowiec

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielki człowiek. Cześć i chwała bohatrtom.

    OdpowiedzUsuń