środa, 30 maja 2018

Dziennik "Staszka" - fragment 1

Kiedyś ktoś powiedział mi, że przypadek ma na imię Duch Święty. Coś w tym musi być. Wczoraj nanosiłem ostatnie poprawki w Dzienniku Stanisława Wolffa "Staszka". Chwila zastanowienia i udało mi się zidentyfikować dwie nieznane wcześniej fotografie por. cc. Antoniego Jastrzębskiego "Ugora" - cichociemnego, inspektora "Związku Odwetu" w Okręgu Radomsko-Kieleckim AK. Fotografie znajdą się w planowanej na październik książce. Będę o tym na pewno informował.

Podejrzewam natomiast, że zastanawiają się Państwo, co też "Staszek" napisał w swoim diariuszu z partyzanckiej kampanii w Górach Świętokrzyskich w 1943 r. Zdradzę tajemnicę. Zapraszam do zapoznania się z małym urywkiem jego twórczości...
16–17 lipca 1943 r.
Nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło, jedynie kilka zmian. Nudzimy się trochę. Z żywnością i papierosami jest bardzo źle. W związku z tym wieczorem patrole wysyłane są w poszukiwaniu jedzenia. Kolację dostają już tylko wartownicy, zwiadowcy i stojący na posterunkach obserwacyjnych. Dostają gotowaną pszenicę. Reszta osób otrzymuje tylko kawę. Następny dzień wygląda nieco lepiej. Przyniesiono kilka nóżek, ziemniaki, mąkę i kaszę. Nasz kucharz [NN] „Grześ” z plutonu [kpr. Józefa Domagały] „Wilka” wyje z radości. Przygotowuje prawdziwe kluski wielkości pięści, kroi jeszcze ciepłe mięso, wrzuca do kotła i gotuje. Po jakimś czasie prosi o sól i liście laurowe i po trzech godzinach mamy prawdziwy obiad. Teraz zaczyna się batalia o łyżki i naczynia, a potem kłótnie z „Grzesiem” o większe porcje. Takie są zasady. Na koniec prośby o dokładkę. Dostają ją jedynie wybrańcy, których szanowny pan kucharz szanuje i lubi. Reszta żołnierzy jest tym faktem zbulwersowana, każdy warczy ze złości i ubliża innym.
Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na fakt, że kucharz nie robi tego zawodowo, lecz poświęca się tylko obowiązkom gotowania. Jest takim samym strzelcem jak każdy inny, oj przepraszam, po ostatniej akcji, w której walczyliśmy, został awansowany i dziś jest uważany za żołnierza liniowego.
  
Zapewne spodziewali się Państwo opisu nie dnia powszedniego, a którejś z akcji... Wszystko w swoim czasie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Delektujmy się wspomnieniami "Staszka" przywracanymi po 75 latach od Jego śmierci. 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz