wtorek, 6 lutego 2018

75. rocznica zagłady IV Odcinka "Wachlarza"

Więzienie w Mińsku
W połowie grudnia 1942 r. do Komendy Głównej AK zaczęły spływać niepokojące informacje o masowych aresztowaniach członków wydzielonej organizacji dywersyjnej „Wachlarz” na Kresach Wschodnich. Celem organizacji było prowadzenie dywersji na zapleczu frontu wschodniego poza przedwojennymi granicami II RP. O ile na III Odcinku Wachlarza z bazą w Brześciu nad Bugiem Niemcy zatrzymali jedynie czterech żołnierzy, w tym dwóch cichociemnych, to na IV Odcinku z siedzibą w Mińsku wpadło blisko 20 osób, w tym 5 skoczków. Aresztowani z III Odcinka zostali odbici 18 stycznia 1943 r. z więzienia w Pińsku przez grupę uderzeniową pod dowództwem cichociemnego por. Jana Piwnika „Donata” vel „Ponurego”. Wydobycie osadzonych z więzienia w Mińsku miał osobiście nadzorować szef sztabu Wachlarza mjr Stefan Rychter „Tumry” oraz cichociemny rtm. Jerzy Sokołowski „Mira”. Niestety, finał akcji okazał się tragiczny.

Tadeusz Sokołowski
 (pierwszy z lewej, fot. z lat 30-tych)
Aresztowania na IV Odcinku nastąpiły w wyniku zdrady jednego z konspiratorów o pseudonimie „Drewnikowski”, który załamał się podczas przesłuchań przez gestapo. Rozpoczęły się ok. 8 grudnia 1942 r. i trwały przez kilka dni. Niemcy pojmali niemal całe dowództwo, w tym pięciu cichociemnych: dowódcę odcinka mjr. Tadeusza Sokołowskiego „Tropa”, dowódcę bazy w Słucku rtm. Jerzego Sokołowskiego „Mirę”, dowódcę bazy w Mińsku kpt. Bohdana Piątkowskiego „Maka”, zastępcę „Maka” kpt. Wacława Zaorskiego „Rybę” oraz dowódcę bazy Borysów por. Kazimierza Smólskiego „Sosnę”. W ręce gestapo wpadło także trzynastu innych żołnierzy oraz ok. 50 niezwiązanych z organizacją osób, których jedyną winą było to, że pracowały w tym samym przedsiębiorstwie przewozowym co kilku wachlarzowców. 

Bohdan Piątkowski
  (pierwszy z lewej, fot. z 1938 r.)



Zatrzymani cichociemni nie zamierzali się łatwo poddawać. Na własną rękę zdołał uwolnić się „Mira”, który obezwładnił konwojującego go Niemca i zbiegł. Po ucieczce pod koniec grudnia przedostał się do Warszawy i złożył meldunek, w którym przedstawił wydarzenia na IV Odcinku, znane już po części z relacji konspiratorów, którzy wcześniej zdołali ewakuować się ze spalonego terenu. Ucieczki próbował również „Sosna”, jednak został pojmany i brutalnie skatowany. Podczas próby ucieczki postrzelony został także „Mak” i trafił do szpitala więziennego. Natomiast „Ryba” popełnił samobójstwo podczas pierwszego przesłuchania, zażywając cyjanek, który miał zaszyty w ubraniu. Pozostali aresztowani zostali osadzeni w więzieniu w Mińsku. Był to potężny trzypiętrowy budynek otoczony kilkumetrowym murem. Mogło w nim jednocześnie przebywać około tysiąca więźniów. Przed wojną pełnił funkcję aresztu NKWD.

Mińsk w okresie wojennym
 Ok. 12 stycznia 1943 r. z Warszawy do Mińska wyruszyli dwaj członkowie Wachlarza, którzy miesiąc wcześniej zdołali ewakuować się z IV Odcinka. Byli to por. Stefan Derfert „Stefan”, oraz Tadeusz Roman „Tadzik Duży”. Mieli za zadanie wybadać możliwości uwolnienia żołnierzy osadzonych w mińskiej katowni. Wysłanie spalonych w Mińsku osób niespełna kilka tygodni po wielkiej wsypie było dość ryzykownym krokiem dowództwa Wachlarza. Jednak za takim wyborem przemawiała świetna znajomość specyfiki terenu, na którym mieli działać. Wysłannicy po dotarciu na miejsce przesłali do Warszawy informację, że z siatki organizacyjnej nie pozostało niemal nic. Ocalała jedynie część broni ukryta w konspiracyjnych skrytkach.

W tym samym czasie w Warszawie do wyjazdu przygotowywali się „Tumry” i „Mira”. W drogę wyruszyli jednak dopiero 19 stycznia w przebraniu pracowników organizacji Todta. Wieźli ze sobą ok. 60 tys. marek przeznaczone na ewentualne wykupienie aresztowanych. Pociągiem dotarli do Terespola i na dziko przekroczyli granicę po zamarzniętym Bugu. Za rzeką zatrzymali się w konspiracyjnej kwaterze Wachlarza. Ku ich zaskoczeniu nocą na melinie pojawiła się ekipa, która dzień wcześniej rozbiła więzienie w Pińsku. Por. Jan Piwnik „Donat”, i por. Jan Rogowski „Czarka”, przez wiele godzin opowiadali o swych wrażeniach z udanej eskapady. Na odchodne „Czarka” podarował „Mirze” swego colta – na szczęście przed czekającą ich akcją.

Jekatierina Osinowska
Po przybyciu do Mińska udali się do domu Jekatieriny Osinowskiej, w którym mieściła się jedna z kwater organizacji. Okazało się, że kobieta od dłuższego czasu utrzymuje kontakt grypsowy z jednym z wachlarzowców Mironem Zachert-Okrzanowskim „Mirkiem”, dzięki pośrednictwu strażnika o pseudonimie „Czarny”. „Tumry” wykorzystał tę drogę, aby poinformować osadzonych, że nie zostali pozostawieni sami sobie. W grypsie zawarł także prośbę o przesłanie ogólnego planu więzienia, informacji o rozmieszczeniu poszczególnych osób w celach oraz zaproponowanie metody uwolnienia.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem „Czarny” przyniósł gryps, stanowiący odpowiedź „Mirka”. Opisał w nim układ cel, rozlokowanie więźniów oraz liczebność strażników i ich uzbrojenie. O możliwościach odbicia pisał:

1. Za forsę: a) strażnicy kradną blankiety zwolnień z więzienia (piszę o tym w poprzedniej kartce), b) kupić od SD blankiety wezwania na badanie i pożyczyć mundur. Wypisać nasze nazwiska i w mundurze przyjść do więzienia, i zażądać normalnie w kancelarii wydania ludzi na badanie.

2. Zbrojnie: uważać na telefon. Przeciąć druty, najlepiej wejść do środka w mundurach SD, to nie zwraca uwagi. Kilku lub jednego SD można po cichu uprzątnąć na mieście.


W kolejnych grypsach oprócz relacjonowania sytuacji w więzieniu oraz wyjaśniania przebiegu wsypy „Mirek” wielokrotnie prosił o przesyłanie pożywienia, gdyż osadzeni cierpieli okropny głód. Poświęcił temu niemal w całości jeden z grypsów:

Piszę teraz tylko o żarciu. Tu człowiek zdycha z głodu. Podajcie koryta pudami, bo my po tych 6 tygodniach już ledwie łazimy. Proszę podajcie przede wszystkim kartofle w łupinach lub tłuczone, ale jak najwięcej, chleb, cebulę, czosnek, pęcak gotowany. Zupa nie ma raczej celu. Tłuszczy nie – bo kradną. Podawajcie jak najwięcej i chociaż po dwa razy dziennie, bo nie masz pojęcia, w jakim tu jesteśmy stanie…

Po skontaktowaniu się ze „Stefanem” i „Tadzikiem Dużym” „Tumry” oraz „Mira” przeanalizowali propozycje „Mirka” dotyczące metod uwolnienia. Doszli jednak do wniosku, że nie ma szans dotarcia do wyższych rangą funkcjonariuszy SD. Dlatego szybko odrzucono ten wariant. Z pomocą niespodziewanie przyszła Osinowska, która poinformowała, że zna ludzi, którzy również są żywo zainteresowani wyciągnięciem pewnych osób zza krat. Wkrótce okazało się, że są to komuniści, którzy chcieli odbić członków Mińskiego Miejskiego Komitetu Partyjnego aresztowanych trzy miesiące wcześniej. Oni także utrzymywali kontakt z więzieniem przez jednego ze strażników. Podczas spotkania zaaranżowanego przez Jekatierinę, mimo różnic w pewnych kwestiach, obie strony jednogłośnie odrzuciły pomysł zbrojnego uderzenia na więzienie od zewnątrz. Nie widzieli także perspektyw co do pozyskania do współpracy funkcjonariusza SD. Jedynym wyjściem było połączenie zbrojnego działania od wewnątrz przy równoczesnej współpracy pozyskanych strażników. Wiązało się to z dyskretnym uzbrojeniem osób, które miały zostać uwolnione. W przeciągu paru dni do więzienia dostarczono kilka sztuk broni krótkiej. Jednak wkrótce sytuacja zaczęła się komplikować. Część osadzonych Polaków została wpisana na listę więźniów, którzy mieli zostać wysłani na roboty do Niemiec. Wiązało się to z rewizją, a co za tym idzie zagrożeniem wykrycia posiadanej broni, a w małej zatłoczonej celi, w której przebywało około pięćdziesięciu więźniów nie sposób było ukryć tego typu rekwizyty.

Jedna z kolejnych wersji planu akcji zakładała wyprowadzanie więźniów przez strażnika pojedynczo przez kuchnię, której budynek przylegał do ulicy. Niestety 27 stycznia nastąpiło zerwanie kontaktów z osadzonymi. W niewyjaśnionych bowiem okolicznościach zniknął „Czarny”. Najprawdopodobniej został aresztowany. Zrodziła się potrzeba pozyskania do współpracy innego strażnika. Ponownie wykorzystano kontakty Osinowskiej wśród załogi więzienia oraz 60 tys. marek, które przekonały wskazane przez nią osoby do współpracy. Byli to Iwan Demianowicz oraz drugi strażnik o imieniu Mikołaj.

Podczas gdy „Tumry” i „Mira” starali się nawiązać zerwaną łączność z więzieniem, w Warszawie szykowała się do wyjazdu na IV Odcinek kolejna grupa. Byli to trzej uczestnicy rozbicia więzienia w Pińsku odpowiedzialni podczas akcji za transport: Władysław Hackiewicz „MSZ”, Edward Pobudkiewicz „Edek-Monter” oraz Antoni Langner „Duglas”. Dołączył do nich Zygmunt Jędrzejewski „Jędras”, który był właścicielem jednej z kwater konspiracyjnych nad Bugiem.

W trakcie spotkania w komendzie Wachlarza otrzymali rozkaz przygotowania dwóch samochodów ciężarowych. Jeden miał zostać wykorzystany do przewozu kilkunastu uwolnionych żołnierzy. Drugi umożliwić odskok grupie organizującej akcję. Zrodziła się potrzeba modernizacji jednego z aut w taki sposób, aby podczas kontroli granicznej lub ewentualnego zatrzymania przez patrol niemiecki nie wykryto ukrytych uciekinierów. W tym celu zamontowano na nim kocioł o średnicy ok. 2 m i długości całej paki. Wchodziło się do niego przez wąski otwór umieszczony pod spodem samochodu.

Tymczasem w Mińsku 2 lutego z więzienia zdołał zbiec jeden z konspiratorów Bogdan Pochoski „Peber”. Przebywał w szpitalu więziennym i mimo że był ranny, dzięki pomocy jednego ze strażników wydostał się na zewnątrz. W wyniku jego ucieczki Niemcy przenieśli wszystkich chorych do zwykłych cel. Dzięki temu „Mak” powrócił do kolegów. „Peber” został wkrótce odnaleziony przez grupę przygotowującą akcję. Po zrelacjonowaniu sytuacji w więzieniu został – ze względu na zły stan zdrowia oraz niemieckie poszukiwania – wysłany do Warszawy. Razem z nim w drogę wyruszył „Mira”, który miał dotrzeć do Nieświeża w celu postawienia tamtejszej komórki Wachlarza w stan gotowości bojowej. Jakiś czas potem do stolicy wyjechał „Tadzik Duży”.

Ostateczny plan akcji zakładał, że zostanie ona przeprowadzona 6 lutego o godz. 18. Pięciu znajdujących się w więzieniu żołnierzy było uzbrojonych w broń krótką. Dzień przed uderzeniem oraz w dniu ataku planowano ich jeszcze dozbroić. „Tumry” przygotował także dwie butelki z zatrutym bimbrem do otrucia białoruskich strażników, co było zadaniem Demianowicza. Następnie strażnicy mieli otworzyć celę, w której znajdowali się uzbrojeni wachlarzowcy, oraz kolejne cele, gdzie przebywali Polacy i komuniści. Po wypuszczeniu wszystkich więźniów Polacy mieli zostać załadowani do samochodu, przebrać się w przygotowane cywilne ubrania i pojechać na jedną z mińskich ulic, gdzie planowano postój ciężarówki z zamontowanym kotłem. Ewakuację komunistów mieli przeprowadzić wysłannicy jednego z sowieckich oddziałów partyzanckich.

5 lutego do Mińska powrócił „Mira”. Tego samego dnia przekazano do więzienia informację o terminie akcji. Nazajutrz cichociemny zajął się kompletowaniem cywilnych ubrań. „Tumry” wraz ze „Stefanem” oczekiwali w domu Osinowskiej na Demianowicza, który miał zanieść do więzienia zatrute butelki bimbru. W domu przebywały także kilkuletnie córki właścicielki: Mirra i Swietłana, opiekująca się nimi kilkunastoletnia Tamara Titko oraz lokator Nikołaj Panfiłow.

Ok. godz. 16 zamiast Demianowicza koło domu pojawili się niemieccy i białoruscy policjanci. Jak się później okazało, zostali nasłani przez strażnika. Jeden z Niemców próbował nawet wejść do środka, ale został zabity przez Rychtera, który również otrzymał postrzał. Ranny „Tumry” i „Stefan” weszli na strych i zaczęli się ostrzeliwać. Walka trwała ok. 30 minut. Gdy ucichły strzały, Niemcy obrzucili dom granatami i weszli do środka. Wywlekli na zewnątrz przerażonych mieszkańców domu i podpalili zabudowania. Moment nieuwagi Niemców wykorzystała Titko i ulotniła się wraz z dziećmi Osinowskiej. Następnego dnia w zgliszczach sąsiedzi odnaleźli zwęglone zwłoki obu oficerów.

Niemal jednocześnie, gdy rozgrywała się tragedia w domu Jekatieriny, doszło do pogromu w mińskim więzieniu. Po otwarciu celi, w której znajdowali się uzbrojeni żołnierze, Niemcy zażądali wydania broni, a gdy nie otrzymali odpowiedzi, wrzucili do środka granaty zaczepne, które raniły więźniów. Następnie Polaków przewieźli do siedziby gestapo. Podczas przesłuchania gestapowcy zakatowali „Tropa” oraz „Mirka”. W jakiś czas potem w więzieniu zmarł „Mak”. Niestety, nieznana jest data jego śmierci. Podobny los spotkał dziewięciu innych członków Wachlarza. „Sosna” wraz z trzema żołnierzami miesiąc później trafił do obozu Auschwitz i zdołał przeżyć wojnę.

Nieobecny w domu Osinowskiej „Mira” uratował się i na własną rękę przedostał do Warszawy. Pogrom w Mińsku przypieczętował zagładę IV Odcinka Wachlarza, który był w fazie likwidacji i przekazywania ludzi i sprzętu do Kedywu. W całej sprawie zaskakujący jest natomiast fakt, że ciężarówki, które miały zostać użyte podczas akcji 6 lutego, przybyły do Mińska dopiero 16 lutego. Czyżby pomylono daty?
___________________________________________________________
Tekst oraz zdjęcia za: Wojciech Königsberg, „Nie masz pojęcia, w jakim tu jesteśmy stanie”. Dotkliwa porażka cichociemnych: po nieudanej próbie odbicia akowców z więzienia w Mińsku przestał istnieć IV Odcinek Wachlarza, „Pomocnik Historyczny Polityki” 2016, nr 2, s. 124-127.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz